W czwartek dostaje info od…

W czwartek dostaje info od kumpla, że ma ochotę na wyjazd w góry świętokrzyskie na pętelkę #szosa w niedzielę. Mnie na rower długo namawiać nie trzeba i po piątku i sobocie spędzonych w rodzinnych stronach na Lubelszczyźnie (bez roweru!) wiem, że nie mogę przegapić takiej okazji. Sobota wieczór, opóźnionym 50 minut pociagiem wracam do Warszawy. Szybkie zakupy w Biedronce na Dworcu Centralnym i można udawać się do domu.

Godzina zero czyli 6:10 wstaje z łóżka. Niewyspanie over9999999, dwa poprzednie dni po 5h z milionem pobudek w nocy btw macie jakieś sposoby na dobry sen? Ja zacząłem mieć problemy z dobrym snem jakiś rok temu. Wracając, wieczorem w sobotę spakowałem się w 90%, ogarnąłem rower i nałożyłem nowy smar #squirtlubeteam. Śniadanko jak zwykle jajeczniczka, pieczywo, pomarańczka i oznaki niedobru snu zostały częściowo zredukowane. Przypomina mi się, że nie zgrałem śladu GPS więc robię to przy sniadaniu. Jeszcze tylko spakować bidony, jedzonko i ruszamy.

7:10 dzwoni Marek zjawia się u mnie. Szybkie pakowanie auta. Polecam toyotę avensis! Dwa rowery spokojnie wchodzą, 3 też by weszły ale trzebaby demontować koła jednak jest to do zrobienia na spokojnie 🙂 No i 10 minut później ruszamy w stronę Gór Świętokrzyskich, konkretnie obieramy cel Suchedniów. 150km autem pokonujemy w chwilę ponad 1h, praktycznie cały czas droga szybkiego ruchu. Szybka hotdog i toaleta na Orlenie, ubieranie i lecim. To jest ten moment kiedy zdałem sobie sprawę z braku rękawiczek. Wziąłem wszystko. Smar, maść na ból dupy, rękawki, nogawki, latarki miałem pod ręką natomiast rękawiczki wypadły mi kompletnie z głowy. Szybki kontakt z ojcem kolegi z Suchedniowa, również szosowcem i prośba o pożyczenie rękawiczek. Początkowo brak odzewu więc ruszamy. I wiecie co? Dobrze się stało że ich nie miałem bo potrzebne były tylko na ostatnie 8km.

Pętelkę przemierzamy spokojnie, bez szaleństw mając w perspektywie kilka całkiem stromych podjazdów nie można się podpalać. Tym bardziej jeśli ostatni raz poważne górki podjeżdżało się rok temu. Trasa obejmowała podjazd pod Świętą Katarzynę, świat krzyż, okolice Bodzentyna i jakieś inne mniej znane ale niemniej trudne podjazdy 🙂 Na jednym z nich przy nachyleniu ok. 14% i całkiem spokojnej jedzie spadł mi łańcuch między kasetę a piastę. Całe szczęście o nic nie zahaczył bo mogłoby skończyć się nie ciekawie 🙂

Tereny bardzo ciekawe i na pewno będę chciał tam wrócić! Teraz w planach wyjazd do Irlandii (jeżeli dostanę dowód osobisty w tym tygodniu), 27 kwietnia maraton rowerowy Piekny Wschód (500km).

Bilans jazdy:
– 3 banany,
– 1 sezamki,
– 1 baton orzechowo sezamowy z biedy #polecam
– 1 baton Góralki
– 2 oshee,
– 2l wody.

Zapis trasy:

Check out my activity on Strava: https://strava.app.link/gLr2UYg5kV

#rower #szosa #wykoptribanclub