Niedźwiedzie polarne i białe…

Niedźwiedzie polarne i białe myszki

Czyli 543km, bo ile można do Warszawy. Tydzień temu pogoda w Krakowie została zapowiedziana na 20 stopni, jazda na krótko, to żal byłoby czegoś poważniejszego nie przejechać. @rdza @theDOG wymyślili, że w ramach tej ładnej pogody pojadą z Wawy do Białegostoku. No to jak oni do #bialystok, to ja w sumie też mogę. Czym bliżej terminu wyjazdu tym prognoza coraz bardziej ochoczo zapowiadała deszcz, ale słowo się rzekło. Żeby wyspać się przed trasą noc z piątku na sobotę postanowiłem przepracować, kimnąć się w sobotę w ciągu dnia i jechać. Wyszło tak, że przespałem może z 3h w ciągu dnia i to z przerwami, ergo za wiele nie wypocząłem.

Start z Krakowa o 16 w sobotę, ale kolega Adrian, który jako jedyny zdecydował się towarzyszyć mi w podróży, spóźnił się półtorej godziny, więc wystartowaliśmy koło 17:30. Dlatego też zamiast 2h zapasu nad frontem z deszczem mieliśmy niemal cały czas 15 min przewagi, co powodowało konieczność zapieprzania na złamanie karku. W Krk kropiło jak zaczynaliśmy, w dalszej trasie udało się wyrobić około 15-30min przewagi – był ewentualnie czas podrapać się po nosie. Mrok, jak to o tej porze roku, zapadł około 18 i czyli czekało nas pi razy oko 12h jazdy po ciemku.

Trasa na szczęście biegła dość dobrymi asfaltami, w nocy praktycznie przestał wiać wiatr, a deszcz złapał nas dopiero pi razy oko 50km od Radomia, gdzie planowany był postój w McD. Dojechaliśmy około 1 i po kolacji kolega Adrian poszedł spać, a ja pilnowałem, żeby jego i naszych rowerów nikt nie ukradł. Tak to było pomyślane, że o 3 w nocy ma przestać padać, więc akurat jak zamykają „złote arkady”. Plan się powiódł i czekała nas tylko jazda po mokrym w temperaturze ~2 stopni. Może nic przyjemnego, ale bywało gorzej. Niestety Adrian wybrał się nowym rowerem, do którego organizm nieprzyzwyczajony i zaczęło boleć go kolano. W Mniszewie obowiązkowe zdjęcie z czołgiem, zaczyna znów padać, a kolega odstaje niestety bardzo wyraźnie. Jedziemy razem, ale podejmuje on decyzję o ewakuowaniu się na pociąg w Warszawie.

W Górze Kalwarii byliśmy zbyt szybko, kawałek dalej zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej i Warszawska ekipa @rdza @theDOG @michnic oraz Grzegorz nie przeczytała o tym i nas minęła. Gonimy i dogoniliśmy ich na postoju w McD w Józefowie. Adrian pojechał na pociąg, a my rozpoczynamy właściwą część wycieczki. Zawsze dobrą próbą jest jak ma się ponad 300km w nogach i zaczyna zabawę z wyspanymi i świeżymi znajomymi. A ambicja nie pozwala na jazdę nóżka za nóżką. Mokro, chlapie spod kół, wszyscy mokrzy i brudni. Niedaleko Halinowa dołącza @fenter, a w samym Halinowie czeka nas jazda po błocku na remontowanym odcinku bez asfaltu, toteż brudni jesteśmy ponad miarę.

W Broku przerwa na stacji i spotykamy tam @SnikerS89 – miło że chciało mu się z nami trochę przejechać, bo jako jedyny nie był na szosie i po pewnym czasie uznał, że czas się ewakuować. Grzegorz zaprasza nas do swojej rodziny na herbatkę i ciacho. A przy okazji atrakcją wycieczki była dla mnie huśtawka, bo więcej ze mnie dziecka niż dorosłego. Zaczyna się wypogadzać, temperatura nawet osiąga szalone 10 stopni, co tym bardziej urocze, że w #krakow, z którego wyjechałem było 20 i ludzie wysyłają mi fotki jak to jeżdżą na krótko. Ale i nam jest całkiem teraz przyjemnie. Docieramy do Narwiańskiego Parku Narodowego, przeprawiamy się przez kładki i „promy”. Bardzo ładne miejsce i jeszcze nie było tylu ludzi, bo w ostatnią sobotę stężenie głupoty przekroczyło poziom krytyczny i ludzie wywrócili jeden z „promów”.

Mimo bodaj 4 przepraw udało się dość sprawnie ten odcinek przebyć i ciśniemy DDR na Białystok. Tam nie było niestety czasu na zwiedzanie (choćby Pałacu Branickich, który widziałem na jednej z wypraw dookoła Polski i wszystkim polecam). Pociąg do Warszawy wspólnie z @fenter i @michnic. Reszta ekipy miała bilety na pociąg godzinę później. Po dojechaniu na Warszawę Centralną mam niecałą godzinę na pociąg do Krk, więc robię rundkę wokół Pałacu Kultury. Po północy jestem na dworcu w Krakowie i po kilku km melduję się w domu. Bardziej niewyspany niż zmęczony, bo na jakieś 42h było tylko 3h snu. Tak czy inaczej mega zadowolony, bo fajny wypad ze znajomymi, a mam 2x400km i pierwsze 500km. W połowie marca… Bajka.

Kto tu dotarł tego zapraszamy na traskę w najbliższą sobotę 30.03 z Krakowa do Wrocławia przez Częstochowę. Będę jeszcze wołał osobnym wpisem koło środy jak wyklaruje się bardziej prognoza pogody: https://www.strava.com/routes/17658282 – kilka osób na pewno jedzie z Krk i trochę dołączy z Warszawy oraz Łodzi.

Strava

#metaxynarowerze #rower #100km #200km #300km #400km #500km (nr 1)