Nie wytrzymałem. Nie miałem…

Nie wytrzymałem. Nie miałem swojego roweru na miejscu. Do wyboru został Ural lub damka w dużo lepszym stanie, ale na małej ramię. Odgruzowałem dziadkowego Urala – stał bez powietrza, łańcuch od rdzy przykleił się do blatu i zębatki. Tyrtytkami połapałem błotniki i bagażnik, żeby nie hałasowały za mocno.

Luzy praktycznie wszędzie oprócz sterów, koła rozcentrowane (z tyłu brakowało nawet szprychy), ale wbrew pozorom jechało się całkiem przyzwoicie.

Zrobiłem około 16 kilometrów i Ural się nie rozpadł. Po drodze mijałem parę na rowerach z pełnymi sakwami – okolice miejscowości Kleszcze województwo podlaskie.

#rower